sobota, 27 sierpnia 2016

Rozdział 27

W poprzednim rozdziale:
- Luce...-wyszeptałem szczęśliwy, ale ona nawet się na mnie nie spojrzała, jej brązowe oczy nawet nie po kierowały się w moją stronę.
- Kto by pomyślał, że żyjesz - Acnologia spogląda na moją ukochaną. - Jak sądzę, ta wilczyca cię uratowała - zaśmiał się cicho, idąc w jej stronę.
- Nie twój interes - powiedziała groźnie.
*****
Wkurzona wcześniejszymi poczynaniami chłopaka, dziewczyna, prychnęła obrażona otwierając portal do którego po chwili weszła, pozostawiając zdekoncentrowanego chłopaka samego. Po krótkiej chwili stania, chłopak złapał się za tył głowy i przeczesał palcami swe blond włosy.
- Może zniszczę jakąś wioskę - westchnął, zaś następnie z uśmiechem, który pojawił się na jego twarzy, ruszył w stronę zachodzącego słońca.
***** 
*****
Przed bramą gildii

Stanęliśmy przed naszym domem, miejscem gdzie każdy członek mógł znaleźć schronienie. Kiedy przekroczymy próg budynku, oficjalnie zakończy się nasza misja, na której okazało się, że Lucy jednak żyje. Wcześniej omówiliśmy z ekipą, że ja z blondynką wejdziemy ostatni, aby zrobić taką małą niespodziankę całej naszej rodzinie. Do tego wszyscy byliśmy ciekawi ich min, ale to tylko taki mały szczegół.
Kiedy tylko Gray trzymający klejnot, Erza, Jellal, Wendy, Kioske, Kou, Emilly , Yosuke, Hikaru, Shiro (który zamierza dołączyć do naszej rodziny) oraz exceedy weszli do gildii, można było od razu usłyszeć wesołe śmiechy oraz śpiewy przebywających tam osób.
- Trochę się denerwuje - spoglądam na złotowłosą. Zauważając od razu, że w jej oczach zawitał strach. - Nawet nie wiem czemu - łapie się za bluzkę w okolicy serca.
Na początku byłem zdziwiony jej słowami, ale po krótkiej chwili uśmiechnąłem się szeroko.
- Nie masz się czego obawiać - spogląda na mnie swymi czekoladowym oczami. - Gdyż wszyscy tutaj są twoją rodziną - podchodzę do niej, obejmując ją.
W tej chwili czułem się naprawdę szczęśliwy, gdyż po raz pierwszy od tak dawna czuje ten słodki zapach, który niegdyś towarzyszył mi na co dzień, a teraz powrócił po tylu latach, aby w ciągu niedalekiej przeszłości (gdy ją odnaleźliśmy), aż do teraźniejszości znów ze mną być.
- Natsu - szepcze zawstydzona wodząc wzrokiem raz w prawo, raz w lewo. - Możesz mnie...puścić - zająkała się lekko.
Zdziwiony spojrzałem się na jej twarz, od razu w oczy rzuciły mi się w różowe plamy, które powstały  na jej policzkach. Powoli odsunąłem się od niej, nabierając czerwieni na moją twarz. 
- Może już wejdziemy - zaproponowałem zdenerwowany, wsłuchają się przyśpieszone bicie mego serca. Zerknąłem na nią przez ramię, a nasze wzroki się napotkały. Zaśmiałem się nerwowo łapiąc się za tył głowy, zaś ona przez cały czas spoglądała na mnie zaskoczona.
- Dobrze - powiedziała cicho spoglądając na swe buty. Uśmiechnąłem się lekko, ruszając przed siebie. Kiedy byłem przed drzwiami gildii do moich uszu dotarła rozmowa o mnie. Szybko się zatrzymałem, słuchając co oni mają do powiedzenia.
- Gdzie jest Natsu? - uśmiechnął się Wakaba.
- Pewnie znowu coś rozwalił i został zamknięty za karę w tym słynnym mrocznym więzieniu, w tym strasznym miejscu - Macao, wziął łyk piwa z kufla. - Co nie Erzuś? - uśmiechnął się szczęśliwie.
- Po pierwsze, nie został zamknięty w więzieniu, a po drugie - uśmiechnęła się, składając ręce na klatce piersiowe - to miasto nie jest już mroczne, gdyż odzyskało swoją dawną świetność - głos Erzy jest poważny, ale zarazem szczęśliwy.
- Jak to? -zadziwił się ojciec Romea.
- Normalnie - wtrącił się do ich rozmowy Shiro.
- A ty co tu robisz - wszyscy się zdziwili, że białowłosy się odezwał. Najwyraźniej wcześniej nie zauważyli, że był w pomieszczeniu.
- Chce dołączyć do gildii - odpowiedział uśmiechając się, zaś ja zrobiłem szybkie wejście smoka, mówiąc cicho do Lucy ,,wejdź jak dam znak". Gdy tylko znalazłem się w pomieszczeniu, zacząłem spoglądać na każdą osobę po kolei, gdyż chciałem zapamiętać ich ,,zwyczajne" miny.
Wszyscy spoglądali na mnie w ciszy, ,,zatrzymując" swój czas, zaś ja uśmiechałem się szeroko ukazując swe białe zęby. Po około minuty ciszy, wszyscy zrezygnowali z poświęcania mi uwagi  i wrócili do swoich zajęć. 
- Bardzo chętnie cię przyjmiemy - uśmiechnął się dziadziunio, przenosząc swój wzrok ze mnie na niego. - Mira-chan! - krzyknął, zaś białowłosa jak na zawołanie szybko znalazła się koło dziadziunia ze stemplem, który przedstawiał znak naszej rodzinny. Mira uśmiechnęła się szeroko, ruszając w stronę Tsukiego.
- Emily chcesz dołączyć do gildii - spytał się Kou siostry, spoglądając z nadzieją na blondynkę.
- Hmmm - zaczęła się zastanawiać.
- Proszę cię dołącz! - krzyknął błagalnie. Dawna kapłanka zdziwiła się stanowczością chłopaka, zresztą reszta osób przebywająca w budynku również są szokowani, gdyż chłopak zawsze był poważny.
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, przytakując w geście zgody dołączenia do gildii. Mira podeszła do niej robiąc jej znak w wybranym przed nią w miejscu.
Spoglądam na Lucy.
 Biedulka tak się denerwuje, że cała się trzęsie, wiercąc się.
- Natsu co tak stoisz w progu - Wakaba zaciągnął fajkę.
- Nie gadaj, że przeżywasz wizytę w tamtym miejscu?- spytał się mnie ze smutną miną, podkreślając dwa ostatnie słowa Macao i nagle wszyscy jak na zawołanie posmutnieli.
- Nie - potrząsłem głową- nie byłem tam - uśmiechnąłem się szeroko, a wszyscy się zdziwili, oprócz ,,misiowej ekipy'.
- To gdzie byłeś? - dziadziunio spojrzał się na mnie szokowany.
- Prawdziwe pytanie powinno być takie - spoglądam na każdego podstępnie - ,,To z kim byłeś?" 
- Co mu odwala -wyszeptał Jet.
- Znowu ześwirował - westchnął załamany Droy, biorąc kęs mięsa z ubieczonego kurczaka.
- Hihi - zachichotałem podstępnie. - Wchodź! - krzyknąłem, spoglądając drzwi. Wzroki wszystkich członków pokierowały się w to same miejsce co mój.
Lucy weszła powoli do ,,domu", kiedy tylko weszła ci co siedzieli spodli z krzesła, zaś reszta otworzyła szeroko usta.
- Co tu się dzieje?! - krzyknął Gajeel nie wierząc własnym oczom.
- Lucy-san! - krzyknęła Juvia, ledwo podtrzymując łzy.
- Natsu! - spojrzałem się na źródło głosu, czyli dziadziunia. - Szybko gadaj co tu się dzieję! - wszyscy spojrzeli się na mnie wyczekując tego co mam do powiedzenia.
- Ale co mam wam powiedzieć - podszedłem do blondynki, obejmując ją ramieniem. - Luce żyję, tylko tyle mam do powiedzenia - uśmiechnąłem się szeroko.
- Ah~ - spoglądam na Gołodupca, który robi załamkę. - Piekarniku, ty wielki idioto - podchodzi do mnie, przywalając mi.
- Za co to było striptizerze! - krzyczę odsuwając się od mojej ukochanej.
- Jakbyś nie wiedział mały smoczku, - podkreślił ironicznie te dwa słowa - to niektórym, nie wystarczy taka odpowiedź.
- Na pewno im wystarczy - uśmiechnąłem się podstępnie. - Przeciwieństwie do ciebie oni nie mają zamrożonego mózgu - na jego czole pojawiła się pulsująca żyłka.
- Jeżeli ja mam zamrożony mózg, to ty masz go spalonego! - oboje w jednym czasie ruszyliśmy w swoją stronę, w gotowości na walkę.
- Gray, Natsu uspokójcie się - powiedziała groźnie Erza, zaś my czując jej morderczą aurę, uspokoiliśmy się.
- Nie musisz nic nam wytłumaczyć, gdyż... - mistrz złożył ręce na klatce piersiowej.
- I co mówiłem - uśmiechnąłem się zadowolony w stronę Graya.
- Natsu! - zagrzmiał, zaś ja zatrząsłem się ze strachu. - Nie przerywaj mi - na te słowa odpowiedziałem ,,przepraszam", zaś mag lodu, zaczęła się ze mnie cicho śmiać. - Gdyż Erza nam wszystko powiedziała, kiedy wasza dwójka się kłóciła - wymieniliśmy się z Kostką Lodu piorunującymi spojrzeniami. - A teraz czas na imprezę z okazji powrotu Lucy! - krzyknął unosząc ręce do góry.
- Tak!!! - wspólne krzyki rozniosły się po budynku, a później zaczęła się impreza powrotno-zapoznawcza. Dawni przyjaciele musieli ponownie się zaprzyjaźnić i przedstawić sobie.
Gwiezdna maginii ponownie znalazła z Levy wspólny język, ale było inaczej od poprzedniego razu. Blondynka była dawniej otwarta na nowe przyjaźnie, uśmiechała się szczerze, a teraz to wszystko schowało się za maską niepewności i nieufności, ale zbytnio nie przeszkadzało to jej dawnym przyjaciołom, gdyż chcieli, aby ona znów ich polubiła i pokochała jak rodzinę.

Cała impreza trwała do czternastej...przynajmniej o tej godzinie się obudziłem, gdyż film mi się urwał koło pierwszej rano. Tak się biłem na niej z Grayem, że chyba połowę stolików porozwalaliśmy. Cóż teraz musimy zrobić nowe...Współpracując...Co za smutę chwilę mnie czekają T^T

Jakiś czas później

Wszyscy członkowie ogarneli wnętrze oraz samych siebie, (ja z Kostką również skończyliśmy swoją robotę)
Aktualnie idziemy wraz z Lucy do mojego domu. Musiałem z niego wziąć klucze do jej mieszkania. Kiedy byliśmy w moim domu, szybko wziąłem poszukiwaną rzecz i ruszyliśmy w drogę powrotną z mojej posiadłości.
W drodze do mieszkania blondynki, opowiadałem jej o naszych pierwszych misjach. Luce uważnie mnie słuchała, tylko czasami się śmiała, lub pytała się mnie, czy na serio rozwaliłem pół miasta.
Kiedy byliśmy przed jej domem, spojrzała się na blok smutno.
- Natsu - odezwała się - nie wiem czemu, ale serce mnie boli - po jej policzku poleciała pierwsza samotna łza.
- Lucy - wyszeptałem obejmując ją ramieniem, zaś dziewczyna przeniosła swój zapłakany wzrok na mnie. - Obiecuje ci, że jakoś odzyskamy wszystkie twe wspomnienia, a jeśli to się nie uda, to stworzymy nowe o wiele wspanialsze - uśmiechnąłem się całując jej czoło.
Odsunąłem się od dziewczyny, idąc w stronę drzwi, złotowłosa stał w miejscu szokowana tym co usłyszała.
- Dziękuje Natsu - usłyszałem cichy szept. Szybko odwróciłem się na pięcie spoglądając na moją miłość.
Bym chciał się na nią rzucić i mocno ją przytulić, ale nie mogę.
Bym chciał ją pocałować, ale nie mogę.
Wszystko wydaje mi się teraz takie odlegle, a zarazem takie bliskie.
Czemu ten świat jest teraz dla nas taki okrutny?
Czemu ten świat jest dla niej tak okrutny?
Ona utraciła wspomnienia, zaś ja utraciłem prawo by z nią być jako jej kochanek.
Nasze dawne reakcję znikły. Jedyne co mi teraz pozostało, to ponowne rozkochanie jej we mnie.
- Idziemy? - powiedziałem z wielkim bólem serca. Lucy przytakuje ruszając za mną do jej domu.

*****
Nieznane miejsce
Acnologia

-Hahaha - po okolicy rozniósł się śmiech psychopaty. - Ona na serio wróciła! - uśmiechnął się zadowolony, odwracając się wokół własnej osi, spoglądając na zniszczone, płonące budynki oraz ludzkie równie zniszczone jak miasto ciała. - Nie mogłem się wcześniej z tego cieszyć, ale -
- Pomocy - przerwał gdyż usłyszał, cichy głos dziecka. Blondyn od razu spoważniał i ruszył w stronę małej dziewczynki. Kiedy był blisko niej zauważył, że jest przywalona gruzem. - Pomocy - wyszeptała ponownie, wyciągając dłoń w stronę mężczyzny.
Biedna, nawet nie wiedziała kim on jest.
Acnologia zaczął przyglądać się małej istocie, która przygnieciona przez ,,dom" traciła swoje życie.
 Jej oczy są zamglone, niemal puste, zaś jej złote loki przebijały się przez czerń sadzy. Ubrania ( o ile to jeszcze możne nazwać ubraniem) były postrzępione.
Wyciągniętą dłonią przed siebie błagała przybysza o pomoc i nagle stało się coś nieoczekiwanego. Mężczyzna wyciągnął dziewczynkę, kładąc ją w bezpieczne miejsce. Następnie ściągnął górna część swojego ubioru i przykrył nią małą, wziął ją na ręce i ruszył przed siebie, chodząc po terenie spowitym krwią i ogniem.
Kiedy wyszedł z terenu masakry, przyśpieszył, po kilku minutach znalazł się przed inną wioską, której życie toczyło się dawnym rytmem. Tak to jest już na świecie. Gdzie jedni cierpią, tam inni czerpią korzyści życia.
Wchodząc w ruchliwą uliczkę, sprawia, że wszystkie osoby pokierowały swój wzrok na niego.
- Co się stało? - powiedział jakiś mężczyzna. Blondyn ruszył w jego stronę, ,,przekazując mu dziewczynkę.
Szokowany mężczyzna spoglądał, a to na małą, a to na jej ,,wybawcę".
- Co jej się stało - odezwał się ponownie, kiedy chłopak chciał już ruszyć przed siebie.
- Śmierć i zniszczenie, pojawiły się ponownie - przerwał. - Smok apokalipsy zaatakował - zrobił krok przed siebie i znikł z oczu przestraszonym wieśniakom. Oddalony pięćset metrów od wioski, spogląda na nią w skupieniu.
- Czemu jej nie zabiłem? - zastanawia się, spogląda z ziemie i na jego twarz wkrada się kolejny szaleńczy uśmiech. - Odpowiedź jest jasna...gdyż ona przypomina mi ją. - wzdycha. - Może wrócę do swojego ,,domu"  - uśmiecha się krzywo, wyruszając drogę powrotną do polany gdzie wszystko się rozpoczęło.

Koniec.
************************************************************************************
Wybaczcie, że rozdział taki krótki i nudy...niestety te wakacje i koniec roku, doprowadziły mnie do całkowitej niechęci wszystkiego T^T
Shiro: Przesadzasz :D
O wróciłeś z wakacji?
Shiro: Tak i cieszę się, że wystąpiłem w tym rozdziale ^^
Ale masz dobry humor...
Shiro: Ja zawsze mam dobry humor ^^
Zaczynasz mnie wkurzać...*groźne spojrzenie*
Shiro: Wybacz ;-;
Kioske: Domi nie męcz go *łagodny uśmiech*
Ale ja go nie męczę, po prostu jestem wkurzona, że aż tak źle mi ten rozdział wyszedł T^T
Shiro i Kioske: Był dobry
Shiro i Kioske: Dinng! Wisisz mi soczek. *wskazują jednocześnie na siebie palcami*
Idioci...
Bez dłuższego przedłużania, na serio was przepraszam za tak długą nieobecność~
Pozdrawiam, życzę miłego czytania ^^
Do zobaczenia~
PS bym chciała podziękować moim czytelnikom za naganianie mnie do pisania. To dzięki wam, napisałam ten rozdział ;)
2PS Rozdział był sprawdzany tylko raz, więc za błędy przepraszam

niedziela, 29 maja 2016

Rozdział 26

 W poprzednim rozdziale:
- Nie możliwe... - zaczyna zszokowany Kioske - ... Czy to ty senpai? - Acnologia przez cały czas przygląda się drugiej osobie.
- Owszem, to ja wielki i potężny Shiro - mówi, ściągając kaptur. Naszym oczom ukazuje się białowłosy chłopak, który niegdyś był sędzią na zawodach.
- A ta osoba z tobą, to kto to jest? - Brązowowłosy o zielonych oczach spogląda na jego towarzyszkę.
- To jest...
- Ty jesteś - przerywa mu Acnologia ze zgrozą głosie, następnie atakuje tamtą osobę. Ona robi unik, odskakując w tył. Kaptur zleciał jej z głowy, a złote włosy wydostały się spod okrycia i zaczęły falować na wietrze niczym dojrzałe kłosy ,,naruszone przez wiatr" na polu. Smok w ciele mężczyzny uśmiechnął się mówiąc - Wiedziałem... Ty jesteś...

************

-(...) Lucy - uśmiechnął się jakby złowieszczo, ale w jego oczach można było zauważyć ukrytą radość.
Kiedy usłyszałem to imię, nie mogłem zaufać mym uszom i oczom. Cały świat wydawał mi w tej chwili spowolniony. Nie mogłem uwierzyć, że ponownie widzę tę piękne czekoladowe oczy, które niegdyś wpatrywały się we mnie ogromną czułością i miłością oraz te prześliczne słoneczne włosy, które mieniły się niczym jedyna gwiazda na dziennym niebie. Wyglądała ona jak mej wizji, przez co mym sercu zawitało zwątpienie i niepokój, gdyż bałem się że się obudzę, że znowu będzie to wybryk mojej wyobraźni i stracę ją na zawsze...znowu.
Po mych policzkach zaczęły spływać słone łzy. W międzyczasie świat który specjalnie na me życzenie się zatrzymał, wrócił do normy.
Lucy wylądowała z równowagą na ziemię, zaś ja spojrzałem się na moich przyjaciół, którzy jak ja płakali.
- Luce...-wyszeptałem szczęśliwy, ale ona nawet się na mnie nie spojrzała, jej brązowe oczy nawet nie po kierowały się w moją stronę.
- Kto by pomyślał, że żyjesz - Acnologia spogląda na moją ukochaną. - Jak sądzę, ta wilczyca cię uratowała - zaśmiał się cicho, idąc w jej stronę.
- Nie twój interes - powiedziała groźnie.
- Ach~- wzdycha. -Wiesz co? Przez ciebie straciłem jakąkolwiek chęć na zabawę, więc...- na jej czole pojawiły się małe kropelki potu - już będę szedł - zaczął iść w stronę wejścia, przez które wcześniej się dostał do pomieszczenia. - Pa~! - krzyknął na pożegnanie znikając nam z naszych oczu.
Szybko biegnę w stronę mojej dziewczyny, a  za mną ruszają ci co mogą jeszcze iść.
- Stójcie! - krzyczy, wyciągając dłoń w naszą stronę. Zatrzymujemy się zszokowani. - Kim wy jesteście? - jej wzrok był złowieszczy, zaś wyraz twarzy poważny, ale pomimo tego w jej oczach można było zauważyć malutkie iskry strachu, ale co jej się dziwić, jest wśród ludzi, którzy niegdyś byli dla niej bliscy, a teraz nasze oblicza są dla niej obce.
- Luce czy ty żartujesz? - musiałem zadać, to pytanie pomimo mojego cholernego przeczucia, że to co mówi jest prawdą, że nas nie pamięta, że nie pamięta mnie...Ale miałem jednak nadzieję, że to jest tylko jej mały żart...
- Jestem śmiertelnie poważna - mówi tym słodkim głosem, który w tym krótkim momencie był pozbawiony wszelkich uczuć.
Między nami zapadła głucha cisza, której wręcz nienawidzę.
- Więc kim jesteście? - spytała się nas, spojrzałem się w dół, moje oczy zasłoniły pasemka koloru sakury, pięknych drzew, które kwitną każdej wiosny i latem.
- Ja jestem Natsu...Natsu Dragneel - powiedziałem, podchodząc do złotowłosej piękności z wyciągniętą dłonią w jej stronę. Spojrzałem się w jej piękne czekoladowe oczy, które w jednej chwili z złowrogich zamieniły się przyjazne przepełnione szczęściem i radością jak za dawnych czasów. Moje serce zaczęło bić szybciej zaś na twarz wkradły się ogromne rumieńce, które spotęgowały się, kiedy chwyciła mą dłoń, przez co przez krótką chwilę poczułem jej bliskość.
Wszyscy się zdziwili moim posunięciem.
- Ja jestem Erza Scaret - przedstawiła się z uśmiechem czerwonowłosa, - a to jest Jellal Fernandes- wskazała dłonią niebieskiegowłosego, który uśmiechnął się do Lucy mówiąc ,,Miło mi cię poznać", zaś sama blondynka powiedziała to samo, co chłopak.
- Witaj panienko, mam na imię Gray Fullbuster- powiedział Gołodupiec podchodząc do Lucy, która nie wiadomo czemu zarumieniła się jak diabli.
- Gdzie masz ciuchy? - spytała się zszokowana, zasłaniając sobie dłonią oczy, na twarz tego idioty wkradł się podejrzany uśmiech wymieszany z wielkimi rumieńcami.  ,,Co on kombinuje" pomyślałem patrząc się na niego.
- Czy panienka pożyczy mi swoje majtki? - ton jego głosu był poważny, czy on czasem nie chciał nawiązać do ich pierwszego spotkania? Na jego słowa blondynka zasadziła mu mocnego kopa, przez co Gray wylądował na biednego Kioske, który poleciał prosto na kapłankę. Białowłosy jak i różnooki zaśmieli się cicho, kiedy brązowowłosy i blondynka zarumienili się ze swej bliskość, po mojej głowie poleciała animowana kropelka zażenowania.
Następnie inni się przedstawili i przywitali moją ukochaną, jedynie Yosuke i Hikaru jakoś się denerwowali i było można poczuć między nimi napięcia, które Lucy nie mogła się domyślić czemu tak jest.
- A właśnie...- zacząłem - kiedy bierzemy tą kapłankę i klejnot ze sobą? - spojrzałem się na nich przechylając głowę w bok.
- Nie traktuj mnie jak jakąś rzecz! - krzyknęła Emily spoglądając na mnie swymi krwistymi oczami, które były w tej chwili pełne nienawiści skierowanej w mą stronę.
- Przepraszam - uśmiechnąłem się nerwowo łapiąc się za tył głowy. Prychnęła tylko, odwracając wzrok. Ach te kobiety...obrażają się o byle co.
- Ale tak właściwie - spojrzeliśmy się na Lodówkę - pamiętajcie co tam pisało...że mamy wziąć, albo kapłankę, albo klejnot - olśnił nas...chyba pierwszy raz od dawna.
- No brawo bezmózgi idioto - powiedziałem, następnie złożyłem ręce na klatce piersiowej, zaś wyraz mej twarzy byłpoważny.
- Jak mnie nazwałeś ty Smoczku, ja przynajmniej coś wiedziałem i powiedziałem, a nie miałem pustkę w głowie jak ty- uśmiechnął się zadowolony, zaś ja zacząłem iść w jego stronę podnosząc niewidzialne rękawy do góry.
- Nie przeginaj Zamrażarko - z naszych oczu poleciały aż błyskawice, zaś wokół nas pojawiła się czarna, niewyobrażalnie zła aura.
- Ty cholery płomyczku!
- Ty głupi striptizeru za pięć groszy! - nasze czoła zaczęły się stykać, już chcieliśmy sobie przywalić, ale nagle poczułem ogromny ból w okolicy głowy i wylądowałem na ziemi.
Spojrzałem się na Gołodupca, który tak jak ja ,,gryzł" ziemie.
- Za co to było?!- krzyknęliśmy jednocześnie w stając, ale gdy tylko napotkaliśmy na rozzłoszczony, niemal demoniczny wzrok szkarłatnowłosej zatrzęśliśmy się ze strachu.
- Przestańcie się kłócić idioci! - zagrzmiała, zaś ja natychmiastowo położyłem rękę na ramie Gołodupca, a on na moje.
- Widzisz Erza - Gray uśmiechnął się sztucznie - jesteśmy dobrymi przyjaciółmi!
- Aye! - krzyknąłem i wspólnie wybiliśmy pięści w górę. Czerwonowłosa uśmiechnęła się szczęśliwie. Gdy tylko odwróciła się do nas tyłem, mówiąc coś o prawdziwej przyjaźni, odsunęliśmy się od siebie jak poparzeni.
- Oni tak zawsze - Luce spojrzała się na Jellala zmieszana.
- Niestety tak - odrzekł jej troszeczkę załamany.
- To co robimy? - spytałem się, przechylając lekko głowę w bok.
- Jak to co -  Gray uśmiechnął się, a następnie ruszył w stronę klejnotu. Cały zaś wodziliśmy za nim wzrokiem. - Po prostu to wezmę - wyciągnął ręce w kierunku pięknej błyskotki. Jego dłonie były coraz bliżej pochwycenia go, aż nagle...
- Stój!! - krzyknęła Emily, zaś Gołodupiec odsunął się od niego, podnosząc ręce do góry z otwartymi dłońmi. Do tego stanął na baczność. - Jeśli, to dotkniesz zamienisz się w smoka jak Acnologia!
Przez te słowa przypomniałam sobie te dzikie zwierzęce oczy, w których można było zauważyć radość po wielu stoczonych walkach i wielu śmierciach niewinnych. Ale wewnątrz, kiedy mogłem przypatrzeć się tej zieleni, zobaczyłem smutek w postaci małej iskierki ukrytej gdzieś wewnątrz jego duszy.
- To wiem jak to wezmę - do mych uszu dotarł głos Gołodupca, wybudzając mnie z moich rozmyślań o smoku, spojrzałem się na niego i zauważyłem, że szczerzy się jak mysz do sera.
- Jak kostko lodu? - złożyłem ręce na klatce piersiowej.
- Otoczę ten kryształ lodową barierą - stanął dumnie, zaś ja zaklaskałem uśmiechając się podstępnie. - Coś masz do mnie płomyczku? - spojrzał się na mnie wściekle.
- Nic~ - przedłużyłem, aby go bardziej powkurzać.
Wściekły ruszył w mą stronę. Na jego czole można było zauważyć pulsującą żyłkę, która wydawała się, że zaraz pęknie, a ja tylko stałem. Nie ruszałem się, bo wiedziałem co się stanie.
Kiedy Gray był  kilka kroków ode mnie stanął jak słup soli i szybko odwrócił się na pięcie, gdyż zauważył zdenerwowany wzrok ,,demona", który go informował, że jak zrobi jeszcze jeden krok to zginie.
Zaśmiałem się cicho i spojrzałem się na złotowłosą piękność. Jest ona lekka zszokowana naszym postępowaniem. Jej delikatne ręce wisiały ,,bezwładni". Usta miała lekko otwarte, gdyż odrobinkę była zdziwiona naszymi małymi potyczkami, zaś jej blond włosy opadały delikatnie na drobne ramiona i zasłaniały ociupinkę piękne czekoladowe oczy.
Kiedy dziewczyna spostrzegła, że na nią spoglądam, to się ogarnęła. Następnie obdarowała mnie uśmiechem piękniejszym i jaśniejszym niż jakiekolwiek słońce. Od razu zarumieniłem się jak diabli i odwróciłem wzrok. Reszta oczywiście zaczęła się ze mnie śmiać po cichu.
- No to zaczynam - do mych uszu doszedł głos Graya, spojrzałem się na niego. W tym momencie był śmiertelnie poważny. Zamknął oczy i wyciągnął ręce przed siebie, tak, że znajdowały się tuż przy klejnocie. Wypowiedział zaklęcie ,,Lodowy Twór: Lodowa Skorupa". Jego dłonie otoczyła niebieska poświata i jakby niebieski dym, który powstaje po ,,zderzeniu" ciepłego powietrza z zimnym. Po chwili wokół kryształu pojawiła się ,,bariera".Gołodupiec pochwycił klejnot z wielkim bananem na twarzy.
- No to idziemy? - podszedł do nas z jego łupem.
- A co zrobimy jak trafimy na tego potwora - odezwał się po raz pierwszy od przybycia Lucy-Yosuke.
- Spokojnie - ten gwiazdor, uśmiechnął się zadowolony.- Zapędziłem go w ,,las" daleko od nas - pokazał na siebie kciukiem, stając dumnie z wyciągniętą przed siebie klatką piersiową.
- Ale jednak możemy go spotkać - spojrzałem się na niego i uśmiechnąłem się zadziornie.
- Słuchaj mnie kolo - spoważniał zakładając ręce na kładce piersiowej. - Jeśli się tak stanie, to znowu użyje mej magii - zamknął oczy, uśmiechając się lekko.
- Jakiej magii...
- Zaraz ,,znowu" - Erza przerwała mi moją wypowiedź.
- Wcześniej uratowałem wam tyłki używając mojej magi iluzji - wszyscy się zdziwiliśmy, bo najprawdopodobniej tylko dzięki białowłosemu nadal żyjemy. - Dlatego bądźcie mi wdzięczni - na jego twarzy pojawił się zadziorny ban. W tym momencie (nie wiedząc czemu), miałem ogromną ochotę z dzielenia mu tej facjaty.
- Mam pytanie...- spojrzeliśmy się na Lucy, która spoglądała na kryształ. - Po co on wam? - wskazała na błyskotkę otoczoną lodem.
- Nie wiemy - podniosłem barki do góry, zaś dziewczyna się zdziwiła.- Taką mamy misję - uśmiechnąłem się ciepło, Luce odpowiedziała mi tym samym.
Zaczęliśmy wychodzić z pomieszcza, ale gdy tylko ostatnia osoba trzymająca kryształ, czyli Gray przekroczył ,,próg" wszystko zaczęło się trząść. Spojrzeliśmy się po sobie przestraszeni i zaczęliśmy uciekać. Wszystko waliło się za nami, doprowadzając nas nie jeden raz do zawału. Kiedy (cudem) wydobyliśmy się z świątyni, wszystko się kompletnie zapadło, pozostało tylko kilka ścian, zaś po wielkiej budowli pozostała jedynie ruina.
Nagle stał się kolejny cud, ciemna strona lasu zaczęła się rozjaśniać i jakby pod wpływem różki, spadał na nią czarodziejski złoty pyłek.
Przeróżne stworzenia ukrywające się w mroku znikły ustępując swego miejsca naturalnym mieszkańcom lasu.
- Pięknie, czyż nie - rzekł Yosuke, biorący kąpiel w promieniach słonecznych. Był cały brudny, jego złote włosy, kolorem przypominały szarość, zaś kremowa skóra była o wiele ciemniejsza.
Nic nie odpowiedzieliśmy, tylko dołączyliśmy do blondyna, spoglądając na te bardzo przyjemne źródło ciepła i świata.
Po krótkiej chwili wyruszyliśmy w podróż powrotną.

************

Pod martwym drzewem, opierając się o pieniek, spał mężczyzna. Wiatr bawił się jego kruczoczarnymi włosami, niosąc przy okazji w dalm, suchy piasek, który go otaczał. Z niewiadomych przyczyn cały teren wokół niego był zniszczony. Uschłe, zgniłe czarne trawy i krzewy otaczały go.
Nagle zaciekawiony mężczyzną kruk przyleciał. Kiedy wylądował na przeciwko niego, przechylił swój łepek w bok i zaciekawieniem spoglądał na Zerefa. Rozłożył skrzydła i wzleciał lekko, alby zbliżyć się do obiektu jego zainteresowania. Teraz spoglądał na czarnowłosego z góry, z drzewa o które się opierał.
Nagle po okolicy rozniosły się wesołe gwizdy. Przestraszony ptak odleciał, kiedy w zasięgu swego wzroku, zobaczył złotowłosego mężczyznę, który z pozoru nie wyglądał niebezpiecznie.
Na ziemi pozostawił po sobie jedynie czarne pióro.
- Już jestem - Acnologia uśmiechnął się ukazując swe białe kły.
Zeref otworzył swe oczy, które początkowo były tego samego koloru co jego włosy.
- Jesteś za wcześnie - powiedział wstając, zaś blondyn  zaniepokojony poczynaniem czarnowłosego położył swą dłoń na rękojeść katany.
- Pamiętam o naszym układzie...Bo ja tak, jeśli dobrze pamiętam, nie możemy siebie zabić, albo zranić - spojrzał się na Czarnego Maga podejrzliwie. - Ale czy ty o tym pamiętasz? - jego twarz stała się poważna.
- Oczywiście, że pamiętam - powiedział, uśmiechając się, zaś jego kolor oczu zmienił się z czarnego na krwisty szkarłat.
- No to zaczynamy - chłopak po słowach Zerefa, odprężył się lekko.
- Czekamy jeszcze na nią - po słowach Czarnego Maga, Smok Apokalipsy stanął dębem, z otwartymi ustami. Nagle koło blondyna pojawił się fioletowy portal, kiedy tylko go zauważył odskoczył na bezpieczniejszą odległość.
Fioletowowłosa piękność wyszła z przejścia. Stając dumnie spojrzała się groźnie na blondyna, który jej poczynaniem przygotował się do ataku, chwytając swą katanę.
Jej uszy oklapły na chwilę, tylko po to, aby po chwili wróciły na swoje miejsce.
Zamachała jeszcze ogonem i prychając odwróciła głowę składając przy tym ręce na kładce piersiowej, zdezorientowany chłopak o mało co nie opuścił swej pieczęci na ziemie.
- Teraz jesteśmy już wszyscy - dwójka spojrzała się na ich ,,szefa" zebrania.
- Po co nas wezwałeś Zerefie? - Risha zadała pytanie, składając ręce na piersi.
- Nie będę owijał w bawełnę - przerwał, odchodząc do dwójki, kiedy był blisko nich podniósł pióro kruka z ziemi. Acnologia w oczekiwaniu przełknął ślinę, zaś wilczyca zamachała ogonem pokazując tym, że jest z lekka niezadowolona. - Chce nawiązać z wami sojusz - uśmiechnął się podstępnie, zaś dwójka nie wiedziała jak na to zareagować. - Nie musicie odpowiadać od razu spotkamy się jeszcze w przyszłości - powiedział spalając owe piórko w dłoni. Następnie uśmiechnął się podstępnie, odchodząc w stronę mgły, która z niewiadomych przyczyn się pojawiła.
Kiedy całkowicie znikł pochłoniony przez mgłę, wilczyca i smok spojrzeli się po sobie.
Wkurzona wcześniejszymi poczynaniami chłopaka, dziewczyna, prychnęła obrażona otwierając portal do którego po chwili weszła, pozostawiając zdekoncentrowanego chłopaka samego. Po krótkiej chwili stania, chłopak złapał się za tył głowy i przeczesał palcami swe blond włosy.
- Może zniszczę jakąś wioskę - westchnął, zaś następnie z uśmiechem, który pojawił się na jego twarzy, ruszył w stronę zachodzącego słońca.

Koniec
*********************************************************************************************
Przepraszam, że rozdział taki krótki...przepraszam, że tak późno go dodałam, ale cóż w końcu za pierwszym razem mi się skasował...Dlatego nie miałam na niego siły, więc proszę mi nie wypominać błędów :)
Shiro: Co za kobieta...
Odwal się, ale nie mam na nic siły, nawet nie chce mi się z tobą kłucić...
Shiro: 0-0
Dobra bez dłuższego przedłużenia...
Do zobaczenia! I pozdrawiam!